Z czasem zrozumiała, że niewierność nie zawsze oznacza brak miłości. Niektórzy rozdzielają swoje życie na dwie części: z jednej strony stabilność, rodzina i wspólna historia, z drugiej przestrzeń oderwana od odpowiedzialności. Nie sprawia to, że zdrada staje się czymś akceptowalnym, ale pozwala lepiej zrozumieć mechanizmy, które za nią stoją. Jej zdaniem wiele osób postępuje w ten sposób z powodu nieumiejętności wyrażania własnych potrzeb, stawiania czoła konfliktom czy zakwestionowania własnego zachowania.
Jej wypowiedź jest pełna niuansów. Przyznaje, że w niektórych związkach komunikacja uległa pogorszeniu, a wzajemne słuchanie przestało istnieć. Nie chce jednak zrzucać odpowiedzialności wyłącznie na kobiety. Według niej niektórzy mężczyźni pozostają emocjonalnie niedojrzali i nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje decyzje. Zamiast rozmawiać unikają problemu. Zamiast spojrzeć krytycznie na własne zachowanie bagatelizują swoje czyny. Zrozumienie przeszłości, dzieciństwa czy niezagojonych ran może pomóc wyjaśnić pewne zachowania, ale nie oznacza ich usprawiedliwiania.
To świadectwo nie ma na celu ani prowokowania, ani banalizowania problemu. Zachęca raczej do spojrzenia na niewierność nie jak na odosobniony czyn, lecz jak na symptom głębszego kryzysu. Zrozumienie motywacji nie oznacza ani wybaczenia, ani pozostania w związku. Może jednak pomóc odbudować siebie, nie brać na własne barki całego ciężaru zdrady i bardziej świadomie zastanowić się nad relacją.
W gruncie rzeczy niewierność rzadko mówi wyłącznie o pożądaniu. Częściej ujawnia brak dialogu, dojrzałości emocjonalnej i odwagi. A może zamiast szukać winnych, warto zacząć od lepszego wsłuchania się w to, co w związkach pozostaje niewypowiedziane?